Skip navigationMuzyka bosko.pl - strona główna
bosko.pl

strefa tekstu

2009-11-19 09:15:54

Emil Regis

Nie ma sacrum bez profanum

Słuchając Was, nieustannie obcuje się z jakąś tajemnicą. Czy jesteście świadomi tego, czym ona jest? Potraficie ją jakoś nazwać, sami przed sobą, jako jej uczestnicy?

Mój ulubiony filozof i zarazem mistyk, Blaise Pascal, napisał w swoim słynnym dziele „Myśli”, że pragnąc wierzyć, to właściwie w jakimś stopniu posiadać wiarę – bo niemożliwe jest pragnąć czegoś, czego się nie zna. To samo można powiedzieć o tajemnicy, która związana jest z dźwiękami Amaryllis. Odczuwać czy smakować tajemnicę tej muzyki to w jakimś stopniu znać jej prawdziwe imię czy określać jej źródło. Niemożliwe jest „dotykanie” tej tajemnicy bez choćby „częściowego” znajomości jej źródła. Jak widzisz, słowa i pojęcia są bezradne, żeby wyrazić coś, co dla duchowej intuicji jest zwyczajne i proste. Chcę tutaj jednak mówić w swoim imieniu, a nie w imieniu całego zespołu Amaryllis. Dla mnie jako człowieka i twórcy tym źródłem jest Pan Bóg, jego nieskończone dobro i piękno. I nie jakiś tam „bóg-energia” w kosmosie, ale Bóg, który swoje piękno odsłonił i równocześnie paradoksalnie zasłonił w człowieczeństwie i bóstwie Jezusa Chrystusa. Oto moje świadectwo – dla Niego żyję, komponuję i gram na gitarze. Nie wymagam jednak tego, by w zespole wszyscy deklarowali taką samą wiarę. Szukając ludzi do tak eksperymentalnej muzyki, nie sprawdzałem, czy wierzą w Boga i chodzą do kościoła. Znaleźliśmy wspólną platformę na bazie pewnej specyficznej wrażliwości i muzycznych umiejętności. To jednak niektórych bardzo drażni. Zadają mi pytania w stylu: „to w końcu jesteście zespołem chrześcijańskim czy nie?”. Dla niektórych bezpieczeństwo przypisanej łatki jest ważniejsze niż prawda sztuki. Dla wszystkich, którzy nie mogą zasnąć bez tej łatki, odpowiadam: „posłuchaj tej muzyki, i sam oceń, czy tam jest Bóg, czy Go ta nie ma – jeśli to oczywiście masz na myśli, mówiąc chrześcijański”. Zresztą unikałbym pokusy przybijania na jakimkolwiek zespole czy płycie pieczątki: „chrześcijańsko koszerne”. Muzyczni faryzeusze nie wzbudzają mojego zaufania. Poza tym jest też inny aspekt całej tej sprawy. W innym wywiadzie już o tym mówiłem, ale tu muszę to powtórzyć. Wielki filozof i teolog św. Tomasz z Akwinu mawiał, że nie ma czegoś takiego jak sztuka chrześcijańska – są artyści, którzy mogą się inspirować wiarą chrześcijańską zarówno w swoim życiu, jak i swojej twórczości. Wyraźnie to rozdzielał. Zwracał uwagę na to, aby nie pomylić osobowości artystycznej z człowieczeństwem jako takim. Jedno i drugie rządzi się odmiennymi prawami, chociaż mogą na siebie wpływać, a w wypadku chrześcijanina nawet powinny. Artysta powinien wiele wymagać od swej sztuki i tak długo nad nią pracować, aż osiągnie możliwą najdoskonalszą formę. Krótko mówiąc, powinien być profesjonalistą. Doskonałość człowieczeństwa to coś więcej niż doskonałość formy artystycznej. To po prostu świętość, czyli całkowite zjednoczenie się z Bogiem w miłości. Dla artysty chrześcijanina jasne jest, że jego dążenie do twórczego profesjonalizmu podporządkowane jest jego dążeniu do świętości. Co nie znaczy, że w imię dążenia do świętości może fałszować na scenie albo pisać mierne utwory.

To, co powiedziałeś, jest wodą na mój młyn w tej sprawie! Ale jedźmy dalej: W jakim stopniu bardzo ciekawe grafiki wewnątrz Waszego albumu obrazują koncepcyjną ideę „Inquietum Est Cor”, bo przecież album ten jest koncept albumem? Kolejne pytanie, co za idea się tu kryje?

Każdy „łącznik” (krótka forma między utworami) ma swoje odzwierciedlenie w jednej grafice książeczki dołączonej do albumu. Obraz i dźwięk sugeruje pewną opowieść przewijającą się przez całą płytę. Ta forma audiowizualizacji spaja tak naprawdę całe 60 minut muzyki w jedną organiczną całość. Na okładce chłopiec puszcza do strumienia papierowe statki. Nad nim wisi złowrogi cień przelatującego helikoptera. Strumień jest w kształcie ósemki, co też nie jest przypadkowym wyborem. To symbol nieskończoności, symbol „wiecznego teraz”. Wszystkie czasy, zdarzenia i losy ludzi są wymieszane, tak jak dźwięki instrumentów z różnych epok. Na horyzoncie błyszczy niewielki biały kościółek. Tam też jest już blisko końca naszej opowieści. Chłopiec puszczający statki i żołnierz to jedna osoba. Powrót do swego najgłębszego i najprawdziwszego „ja” to nie miła, sielankowa i bajkowa przygoda. To walka, walka na śmierć i życie. „Inquietum Est Cor” oznacza „niespokojne jest serce”. To pierwsza część słynnej sentencji św. Augustyna, która w całości wygląda tak: „Niespokojne jest serce, dopóki nie spocznie w Tobie, Boże”. Więcej już nie zdradzę. Każdy sam powinien mieć tę przyjemność rozkodowania na swój jedyny i niepowtarzalny sposób tajemnicy tej idei i historii. Dźwięk po dźwięku, słowo po słowie i utwór po utworze. Skala interpretacji jest naprawdę duża. Wcale nie martwi nas to, że każdy odczytuje tę historię po swojemu, czasami zupełnie odmiennie od naszej założonej intencji. To jest przywilej sztuki wielowymiarowej, która jest jak lustro odbijające naszą jedyną i niepowtarzalną osobowość.



«poprzednia   1  2  3   następna»

Dodaj komentarz»
komentarzy: 1
polecam ten band! - 19 listopada 2009 20:21:01

ekstra muza i ekstra podejście do niej i świata!

Budzik

Dodaj komentarz



Bosko.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii
zamieszczanych na stronie

2006-2007 © bosko.pl